ale poza tym nie mam pojecia, czym sie zajmuje.

Postanowiła nie dać się tak łatwo!

- Ale wiedziałeś, że przeżyła.
I wyszła przed drzwi, gdy tymczasem Nevada zatrzymał wóz w pobliżu garażu. Wmawiała sobie, że nie chce go
dziecko na swiecie.
te druty, a opuchlizna zejdzie, bedzie taka jak przedtem.
Marla oparła głowe o szybe i westchneła. Bolała ja
ojciec nie powie mi prawdy, zwłaszcza o mojej córce, to mam nadzieję, że ty mi ją powiesz. - Przygwoździła gosposię
- Skoro tak mówisz.
- Co ty tutaj robisz?
107
tak nic by nie dało. - Przewróciła kartke w kolorowym
lód.
ojca jej dzieci. Szukała w sobie jakiegos sladu po łaczacej ich
znalazły sie w „kłopotach”. Prezesem jej zarzadu był zawsze
potem... - Zamkneła oczy, przera¿ona wspomnieniem tamtej

– Mam po prostu mnóstwo różnych spraw.

względu na Jennifer.
Ja stawiam. – Rzuciła banknoty na stół i błysnęła zębami w uśmiechu. – Następnym razem
pewne, ale szczerze mówiąc, nie wiem, czego ode mnie oczekujesz, co mam ci powiedzieć. –
drzwiczki zdalnie sterowanym kluczykiem. Przemókł i rozważał, czy nie pojechać do domu,
– Tak?
- A Amanda cała ze stali? - spojrzał na zegarek i skrzywił się. - Muszę koniecznie wrócić do banku. Mam spotkanie z klientem. - W porządku. Poradzę sobie. Nie był przekonany. - Może pojedziesz na kilka dni do mamy? Policja tymczasem zorientuje się, co jest grane, a te sępy - wskazał kciukiem w stronę frontowych okien - znajdą sobie inne ścierwo do rozszarpania. - Ładnie powiedziane - mruknęła. Przez firanki zobaczyła, że dziennikarka w fioletowej bluzce idzie do furgonetki. Kamerzysta pakował sprzęt do futerałów. - Nie daj się zwieść. Jak ci wyjadą, przyjadą nowi, i to jeszcze więcej. - Nic mi nie będzie. - Na pewno? - Pytanie odbiło się echem po całym domu. Nie powiedział, co naprawdę o tym sądzi. Bo naprawdę, tak jak cała rodzina, uważał, że Caitlyn nigdy nie będzie zupełnie normalna, że zawsze będzie ją prześladować przeszłość. Ta tragedia też zostanie z nią już na zawsze. Caitlyn widziała wiele razy, jak siostry i Troy wymieniają znaczące spojrzenia, a potem pośpiesznie odwracają wzrok, by ich nie przyłapała. - Caitlyn? - Tak? - Jesteś pewna, że możesz tu zostać? - Mam Oskara. Jest świetnym towarzyszem i ochroniarzem i mogę mu płacić psim żarciem - powiedziała swobodnie, ale zobaczyła troskę w oczach brata. Westchnęła i dodała poważniej: - Troy, naprawdę nie musisz się martwić. - Tak, jasne. - Wierz mi. - Wysunęła szczękę i wyprostowała się, żeby wyglądać na silną. Troy uniósł sceptycznie brwi i sięgnął po marynarkę. - O ciebie nie można się nie martwić. - Spróbuj, dobrze? Zdobył się na cień uśmiechu. - Wiesz, że zawsze możesz do mnie zadzwonić. - I wpasujesz mnie gdzieś w swój napięty terminarz - odgryzła się. - Aj! - Prawda rani? - Przyjechałem tu, może nie? - Tak, przyjechałeś - przyznała ze słabym uśmiechem. - Doceniam to. Naprawdę. - Obiecaj mi jedno. - Wpatrywał się w nią z uwagą, wkładając marynarkę i wygładzając ją na ramionach. - Mmm? - Jeśli znów przyjedzie policja, nie rozmawiaj z nimi. Nie mów nic bez adwokata. Dobry nastrój prysł. Uczucie osaczenia znów ją dopadło. Czuła, że się dusi. Nie powinna była ufać Troyowi. Popełniła błąd. - Myślisz, że go zabiłam, tak? - wyszeptała z niedowierzaniem. - Myślisz, że zabiłam swojego męża. - Skuliła się w sobie. A ty, Caitlyn, co myślisz? - Nie ma znaczenia, co ja myślę, Caitlyn, ale wyjaśnijmy to sobie - myślę, że nie. Nie sądzę, żebyś była zdolna do morderstwa. Masz problemy - do diabła, wszyscy je mamy - ale nie sądzę, że mogłabyś zamordować z zimną krwią.
– Miło cię widzieć.
168
Usłyszał coś o jego wybryku na molo w Santa Monica. W każdym razie ten cały Caldwell
niedaleko obrotowych drzwi do kuchni. Zamówił whisky u barmanki, która wyglądała, jakby
– Jasne. Spotkamy się tam... Powiedzmy, o siódmej?
Spojrzał na nią. Uśmiechała się szeroko.
stałą klientką, w każdym razie nie bywa tu rano. Zapamiętałabym ją. – Wytłumaczyła, że w
odpowiedź brzmi: nie. I to samo mówiłam, gdy zginęła.

©2019 www.salus.pod-naukowiec.warszawa.pl - Split Template by One Page Love